Dla odmiany po raz kolejny nie udało mi się regularne pisanie. A powodów ku temu było dużo. Na razie jednak nie czas to i miejsce na pisanie o tym. Chwilowo powracam do porzuconego wcześniej pisania krótkich podsumowań z serii Wydawnictwa Literackiego
W Zaczarowanym Zwierciadle. Opowiadania fantastyczne Ameryki Łacińskiej
Trudno tu dać jakiś wspólny mianownik dla całego zbioru. Ma on podstawową wadę i zaletę: różnorodność. W wyniku tego do zbioru trafili najbardziej popularni wtedy i obecnie twórcy, autorzy o których już zapomniano od lat 70. jak też i jeszcze bardziej nieznani twórcy z wcześniejszych dekad. Niestety dla tekstów, przez te wszystkie lata gdzieś zanikł bezkrytyczny zachwyt dla literatury latynoamerykańskiej, co widać po tym jak inni piszą o tym zbiorze. Chociaż jest nam pewna ilość tekstów zapadających w pamięć i wyjątkowych, to trzeba przyznać że spora ilość jest co najwyżej średnia.
Adolfo Bioy Casares, Wynalazek Morela
Adolfo Bioy Casares był jednym z twórców do których antologia mnie nie zniechęciła w takim stopniu by całkowicie o nich zapomnieć. Można powiedzieć, że nawet zachęciła. Zawsze to jest jedna z książek do których zabierałem się z obawą, biorąc pod uwagę jej wagę i wpływ na kulturę. Tak samo wstęp z zachwytami Jorge Luisa Borgesa nie pomagał. Te parę zdań na pewno nie wystarczy na analizę jakiej wymaga ta powieść, więc ograniczę się tylko do tego, że naprawdę warto ją przeczytać.
Clemente Guido, Czarodziejski Ptak Ułudy
Clemente Guido również był obecny w antologii. W jego wypadku do przeczytania książki zachęciła mnie bardziej tematyka. Trzeba tu jednak zastrzec, że do zrozumienia satyry w pełni przydaje się znajomość kontekstu. Nie zmienia się to zależenie od tego czy mówimy o Arystofanesie, Rabelais, Julianie Apostacie, satyrze na leniwych kmieciów czy starych kabaretach. W tym wypadku moja znajomość realiów życia codziennego w dyktaturze za kolejnych Somozów i Popol Vuh jest właściwie zerowa. Nie zmienia to tego, że książkę uznałem za ciekawą, chociaż nie rozumiem sensu nawiązań.
Wadim Szefner Dziewczyna nad urwiskiem, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1986
Tym razem pozycja spoza serii, jednak pomyślałem że dodam ją teraz bo nie wiadomo kiedy będzie następna okazja. Na książkę trafiłem przez przypadek w bibliotece i nie wiedziałem czego się spodziewać. Opisuje ona biografię żyjącego w utopijnym XXII wieku wynalazcy materiału uniwersalnego. Narratorem jest jego przyjaciel, irytujący historyk literatury XX wieku. Nie jest to raczej dzieło odkrywcze nawet ja na rok 1968. Po mimo tego dobrze się to czyta
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Poznańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Poznańskie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 listopada 2015
sobota, 12 kwietnia 2014
Aleksander Bielajew Człowiek-Ryba Wydawnictwo Poznańskie Poznań 1986
Zbliża się powli rocznica funkcjonowania tego bloga. Jeżeli weźmiemy pod uwagę ogolną jakość tekstów, to nie wiem jednak czy jest co celebrować. Tymczasem wracam do Początkowych Założeń Bloga prezentując (krótko) starą fantastykę.
Na powieść Bielajewa trafiłem przez przypdaek. Początkowo chciałem wpożyczyć z biblioteki Migotliwy Świat Grina, który planowałem przeczytać już od dłuższego czasu zwlascza po przeczytaniu Opowieści Niesamowitych od Iskier z Ilustracjami Mroza. Do tej ksiązki zachęcił mnie jednak opis według którego ma łączyć ze sobą m. in. krytykę wyzysku i przemocy, możliwosći transplantologii, satryrę i udramatyzowaną fabułę.
Jak wygląda fabuła? To jest fantatyka retro, nawet bardzo retro. W historie Ichtiandra- Argentyńskiego chłopaka z przeszczepionymi skrzelami rekina Dostajemy więc rozwiązania fabularne ktore były odkrywcze w okresie NEP-u oraz jak odstrzegała okładka sentymentalmne wątki romantyczne tajemnice, rodziców odnajdujących się po latach, Złych Bogaczy, Złych Biskupów, sentymentalizm w nadmiarze oraz bardzo... oryginalne (to najlepsze slowo) ujęcie wątków naukowych. Szczerze mówiąc głowne przemyślenia na jej temat to to, że to, co dawniej było "poważną" lekturą dla dorosłych obecnie uszło by spokojnie jako mlodzieżówka. Jeżeli mówi to coś o rozwoju klutury, to może to, że przez te lata uznano , że brutalność świata należy przedstaiwać już wcześniej. Z całej powiesci wyróżniają się sceny kiedy Ichtiander znajduje się pod wodą i dostajemy opis morza z jego perspektywy.
Wyraźnie widać, jak autor starał się nawiązywać do tematyki Vernowskiej. Czy mu się to udało trudno na to pytanie odpowiedzieć. Wszystkie postaci są rownie papierowe i nieprzekonujące wyjątkiem jest postać Salwatora. Jest on zasadniczo rosyjską wersją doktora Moreau, a jego filozofia polega na zasadzie, że jeżeli może wyciąć wyrostek robaczkowy biskupowi, może też wszczepić skrela ludziom i spowodować, że muszą spędzać częśc życia w wodzie. Inaczej niż u Wellsa i w wielu innych miejscach bohater ten jest on postaćią pozytywną przeciwstawioną złym kapitalistom i księżom. Tutaj jego działania służą wspomożeniu ewolucji ludzkosći i znalezieniu dla niej nowych gruntów z racji przeludnienia. Można jednak dyskutować nad sposbem w jakim dokonuje on tego.
Czy jest to dobra książka? Trudno odpowiedzieć. Zcała pewnością jest ona dokumentem pewnego etapu rozwoju fantastyki i może być interesujący. Jezeli jednak szuka się dobrej starej fantastyki należy jednak znaleźć inną ksiązkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)